eko medycyna

ekolekarze, detoksykacja, hipertermia, sauna na bliską podczerwień

wstęp koka

Marzec 24th, 2012

Drodzy Czytelnicy!

Zapraszam Was do prześledzenia niezwykłej historii rośliny, która z pomocą pewnego sławnego alopaty znacząco zmieniła oblicze naszej Ziemi. Czy Cywilizacja Białego Człowieka odkryła ją, bo znalazła się na współbrzmiącym etapie ewolucji, czy też ewolucja przybrała obecny kierunek, bo do zbiorowej świadomości wkradło się to niepozorne drzewko? A może, zbaczając na fałszywą ścieżkę, wpadliśmy w błędne, samonapędzające się koło (na szczęście nie bez wyjścia)?

Bohaterem tego numeru Homeopatii Praktycznej jest koka –  święta roślina Indian używana przez nich po dziś dzień w celach odżywczych, leczniczych i rytualnych. Skradziona przez konkwistadorów dała białemu człowiekowi kokainę – truciznę przez wiele lat stosowaną w medycynie, ostatecznie jednak uznaną za jedno z największych przekleństw cywilizacji. Koka przenika dziś niemal wszystkie sfery naszego życia. Wywiera znaczący wpływ na politykę, kulturę, sztukę, medycynę, religię…. Roczna wartość kokainowego rynku oceniana jest w samych Stanach Zjednoczonych na co najmniej kilka miliardów dolarów.

Historia koki stanowi równocześnie niezwykle istotne karty historii alopatii. Podkreślając, że odkrycie kokainy umożliwiło zastosowanie znieczulenia w chirurgii, przemilcza się zwykle fakt, że kokaina została wprowadzona do medycyny jako cudowny lek na szereg wewnętrznych przypadłości włącznie z uzależnieniem od narkotyków! Lekarze zalecali ją z entuzjazmem (uzasadnionym wynikami badań naukowych i publikacji w fachowych pismach medycznych) na rozmaite infekcje, nieżyty, choroby przewodu pokarmowego, układu rozrodczego, psychiczne, a nawet kiłę. Zalecaną ją dzieciom na wzmocnienie, podobnie jak dziś przepisuje się Vibovit czy Biovital! Była też powszechnie dostępna bez recepty w kioskach, barach i drogeriach w postaci tabletek na ból zęba, gardła, czy zmęczenie. Entuzjazm był tym większy, że wielu lekarzy i naukowców zaczynało testowanie tego środka od siebie…Ich powstające w narkotykowym widzie prace traktowane były z szacunkiem należnym powadze pisma czy nazwiska. Znane firmy farmaceutyczne (wtedy początkujące) zaangażowane w prowadzone przez lekarzy badania nad kokainą, są dziś największymi potentatami na rynku farmaceutycznym.

Kokaina przeniknęła też do przemysłu spożywczego. Dodawano ją do rozmaitych produktów – czekolad, cukierków, gum do żucia i napojów. Najpowszechniej spożywanym kokainowym napojem jest dziś coca-cola (do 1903 roku typowe opakowanie zawierało około 60 mg kokainy; obecnie jest to pozbawiony kokainy ekstrakt z koki). Z homeopatycznego punktu widzenia napój ten jest niezwykle ciekawy, raz – ze względu na nieprawdopodobne rozpowszechnienie, dwa – z powodu jego związku
z dwiema nadzwyczaj ciekawymi roślinami: koką i kolą, „pasującymi jak klucz do zamka do tego, co można roboczo określić „amerykańskim wzorcem”. Próbę z coca-colą przeprowadził R.Sankaran. Jej skrócony opis znajdzie czytelnik w następnym numerze. Na pewno substancja ta jest warta dalszych, bardziej dokładnych (hahnemannowskich) prób. Nie mam tu nawet na myśli faktu powszechnego nią zatrucia, ale bardziej inne zagadnienie: czy fakt, że tak wielu ludzi jej używa, oznacza, że w jakiś sposób współgra ona z ich być może podstawowym zaburzeniem? (Oczywiście nie należy stąd wyciągać błędnego wniosku, że potencjonowana mogłaby wyleczyć coś, co psychologia określa mianem „podświadomości zbiorowej” – to by było zbyt proste a nasze życie na Ziemi nie miałoby wtedy żadnego sensu).

Wróćmy do koki. Jej związek z religią jest niezaprzeczalny. Ateizacja, która atakuje nas dziś z Zachodu, wiąże się nierozerwalnie z jedną z najbardziej wpływowych postaci XX w. – ojcem nowoczesnej psychologii i równocześnie jednym z pierwszych kokainistów, Zygmuntem Freudem. Jego kokainowe dziecko – psychoanaliza, jest dziś przez wielu określana mianem „nowej religii”. Duchowość zredukowana została w niej do fenomenu psychicznego.(…) Z problemami, z jakimi kiedyś zwracano się do duchownego, zaczęto udawać się do psychoterapeutów, psychoanalityków, psychiatrów. Miejsce spowiednika i kierownika duchowego zajął psycholog, a rolę konfesjonału przejęła kozetka. (G.Górny „Psychologia jako religia”). Częściowo ziściło się więc marzenie Freuda, że religię zastąpi kiedyś psychoanaliza. Czy dzięki temu ludzkość znalazła pokój, szczęście i sens istnienia? Samobójstwa, rozwody, rozpasanie, czyli tzw. rewolucja seksualna, upadek moralności, upadek rodziny… – oto owoce Psychozbawicielstwa. Wszystkie te problemy dotyczyły zresztą samego twórcy, który ostatecznie zakończył swą egzystencję śmiercią samobójczą (dokładniej przez zabójstwo na życzenie, czyli eutanazję).

Wiele łączy Freuda i Hitlera: skaza syfilityczna i wizjonerstwo, podobne zaburzenia psychiczne
i zdolność do inspirowania tłumów, ostateczne fiasko i rodzaj wybranej śmierci. Pozostaje tylko pytanie, który z nich zaprzepaścił więcej istnień?

Puśćmy tu wodze fantazji – jak by wyglądał dzisiaj świat, gdyby na miejscu Freuda znalazł się Hahnemann – pełen pokory, głęboko religijny, skromny, prawy, pracowity obserwator natury? Jego genialne odkrycie umożliwiało już wtedy przekształcenie jednej z najniebezpieczniejszych trucizn w łagodne lekarstwo, skuteczne antidotum na skutki kokainowego stylu życia:

 

Hahnemann, w odróżnieniu od Freuda nie rościł sobie nigdy prawa do ingerowania w sfery duchowe i religijność swoich pacjentów.

§ 1. Organonu: Jedynym celem lekarza jest przywracanie chorym zdrowia, czyli leczenie. Nie jest zadaniem lekarza wymyślanie teoretycznych systemów w oparciu o spekulatywne rozważanie zjawiska życia, czy choroby oraz jej hipotetycznej, ukrytej we wnętrzu przyczyny.

W przypisie do § 12 Hahnemann wyjaśnia, że nie wiemy jak powstają choroby. „Bóg i Pan życia odsłonił naszym zmysłom tylko to, co jest konieczne i wystarczające do ich leczenia [objawy]

§ 25. Jedyną „wyrocznią“ sztuki leczenia jest czyste doświadczenie1 uzyskane w dokładnych próbach (…).

1        Nie mylić z pseudo-doświadczeniem praktyków starej szkoły, żonglujących złożonymi recepturami nieznanych leków przeciwko urojonej wewnętrznej przyczynie czy zmianie chorobowej. Takie nieusystematyzowane, choćby 50-letnie doświadczenie jest bezużyteczne, równa się patrzeniu w kolorowy kalejdoskop.

 

Hahnemann pisze też o leczeniu chorób psychicznych i emocjonalnych, oraz znaczeniu stanu psychicznego w doborze leku, nigdzie jednak nie wzmiankuje nawet o wpływie homeopatii na duchowość człowieka.

 

W § 210 pisze, że choroby psychiczne i emocjonalne nie tworzą żadnej odrębnej grupy chorób, ponieważ w każdej chorobie stan psychiczny i emocjonalny ulega także zmianie. Objawy psychiczne należą do najważniejszych, przy czym:

„znaczenie ma tylko zmiana w stosunku do okresu zdrowia. Pod wpływem cierpienia i choroby usposobienie chorego może zmienić się pozytywnie lub negatywnie. Na przykład po wyleczeniu mogą powrócić niezbyt dobre cechy, które charakteryzowały chorego przed zachorowaniem.

 

Tak więc homeopatia nie wpływa ani na charakter ani na duchowość, usuwa jedynie zmiany do jakich doszło w zakresie stanu psychicznego i emocjonalnego pod wpływem choroby. Zbawienie pozostaje w rękach Boga.

 

Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. (Jana 3:16-17, 19-21)

eko medycyna

ekolekarze, detoksykacja, hipertermia, sauna na bliską podczerwień